Mobilność i doświadczenie receptą na zawodowy sukces

18-01-2018

Młodzież uczęszczająca do naszej szkoły po raz kolejny wykorzystała życiową szansę odbycia praktyk zagranicznych w śródziemnomorskim kurorcie turystycznym Rimini we Włoszech. Co roku grupa uczniów z każdej klasy technikum ma okazję zdobyć doświadczenie zawodowe, a tym samym podnieść swoją pozycję na europejskim rynku pracy. Odbycie praktyki zawodowej poza krajem to świetny sposób na poznanie własnych mocnych i słabych stron, spotkanie ciekawych ludzi i poznanie innej kultury. W październiku, w słonecznej  Italii, przebywali uczniowie z klasy technikum, zdobywający zawód technika żywienia i usług gastronomicznych. Odbywali oni praktykę w renomowanych włoskich restauracjach, słynących ze znakomitej kuchni. Mieli również okazję uczestniczyć w profesjonalnym kursie języka włoskiego oraz zobaczyć San Marino, które oferuje niesamowite widoki oraz urokliwą Wenecję.

Nasza szkoła od lat oferuje uczniom technikum atrakcyjne praktyki zagraniczne. Uczestnicząc w programie młodzież naszej szkoły zdobywa doświadczenie, poszerza horyzonty, zdobywa dodatkowe umiejętności, dzięki czemu świetnie radzi sobie w dorosłym życiu. A już w kwietniu i maju kolejne klasy technikum wezmą udział w projekcie. Tym razem będą to uczniowie zdobywający zawód technika informatyki oraz technika usług fryzjerskich.

W stażu, pod opieką mgr Justyny Kuny – Janickiej, wzięli udział: Julia Załóg, Kaja Motyl, Justyna Sołtysiak, Anna Kuś, Aleksandra Gałwa,  Klaudia Gągała,  Krystian Łapcik,  Aleksandra Nowakowska, Dominik Chamara,  Kamila Molęcka.

WSPOMNIENIA Z PRAKTYK

Trafiłam do restauracji „Bounty”. Okazało się, że jest to jedna z najpopularniejszych restauracji w Rimini! Klimat tam jest niesamowity, wszystko wygląda jak na pirackim statku, a wszyscy kelnerzy byli przebrani za piratów! W pierwszy dzień bardzo bałam się, że nie dam rady się       z nimi dogadać, ale udało mi się nawet z nimi zaprzyjaźnić. Współpracownicy cały czas żartowali i uśmiechali się , więc było na prawdę zabawnie. Kiedy czegoś nie wiedziałam od razu mi pomagali . Te praktyki były dla mnie ogromną szansą na nauczenie się wielu nowych rzeczy. Cały miesiąc pracowałam w pizzerii, gdzie nauczyłam się od podstaw robić prawdziwą włoską pizzę! Spróbowałam też wielu typowych włoskich dań, którymi mnie częstowali ! Na przykład spagetti alla carbonara, którego smak pokochałam!

Rocco, który pracował jako pizzerman, nauczył się mówić po polsku kilka prostych słów, takich jak pieczarki, mąka, drożdże. Chciał się nauczyć polskiego, ale po dłuższej chwili namysłu stwierdził, że nasz język jest tak samo trudny jak chiński i nie da rady go opanować. Restauracja była bardzo popularna w mieście, co oznaczało dużą ilość klientów wieczorami. W niektóre dni było naprawdę dużo pracy, lecz nie przeszkadzało mi to i chciałam zostać tam jak najdłużej. Kiedy nadszedł ostatni dzień mojej pracy było mi bardzo przykro, że muszę opuścić to miejsce. Mam ogromną nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjadę do Włoch, do Rimini i odwiedzę najlepszą restauracje w tym mieście – „Bounty”   Kaja Motyl

Rozpoczęłam praktykę w restauracji „Strampalato”, która mieściła się w centrum portu. Idąc po raz pierwszy do pracy byłam zestresowana i bałam się, że sobie nie poradzę, że nie dogadam się z ludźmi w kuchni, ale gdy weszłam do restauracji zostałam przywitana uśmiechem kelnerki, która od razu zaprowadziła mnie do kuchni. Po wejściu wszyscy pracownicy zaczęli się ze mną witać ze szczerym uśmiechem i pozytywną energią. Takie ich zachowanie sprawiło, że stres momentalnie mnie opuścił i poczułam, że przyjęli mnie od razu do swojej ekipy. Okazało się, że tylko dwie kelnerki oraz jedna z koleżanek z pracy mówią płynnie po angielsku. Z czasem reszta kucharek oraz jeden kucharz starali się używać prostych zwrotów po angielsku, co to było bardzo miłe. Po jakimś czasie dogadywaliśmy się bez problemu. Jeden z kucharzy, Dady, nauczył się mówić w naszym języku kilku słów. Atmosfera w pracy zawsze była przyjazna. Wszyscy żartowali i śmiali się. Gdy wykonywałam jakieś ćwiczenia zawsze byłam chwalona. Nawet dostawcy towaru byli mili i pytali się, co u mnie słychać, witali się i uśmiechali. Gdy przychodziłam do pracy, każdy się mnie pytał czy wszystko w porządku. Byłam częstowana różnymi słodkościami oraz zawsze dostawałam posiłek, przez co poznałam piadine. Jest to typowe danie Rimini. Posiłki zawsze jedliśmy wspólnie, ale były dni, kiedy nie było na to czasu, bo był duży ruch, więc dostawałam jedzenie na wynos. Moja restauracja serwowała dania typu hamburgery, frytki, chipsy, dania z ośmiornicami i makarony. Kuchnia była malutka, ale nie stwarzało to problemu. Nauczyłam się patroszyć sardynki oraz kroić kalmary. Kelnerki, które ze mną pracowały, zawsze starały się choć troszkę porozmawiać i pożartować. Kucharze również ciągle mnie rozśmieszali. Na pierwszy posiłek dostałam hamburgera, ale nie wiedziałam z czym, myślałam że to była ryba. Później okazało się, że była to pasta z ośmiornicy i krewetek, więc pierwszy raz w życiu jadłam owoce morza. Gdy przyszłam po raz ostatni do pracy, było mi bardzo smutno i chciało mi się płakać, że muszę opuścić to miejsce. Nigdy w życiu nie pracowałam w tak świetnej restauracji i z tak wspaniałą ekipa. Bardzo będę za nimi tęskniła.

Justyna Sołtysiak

Pobyt w Rimini wspominam bardzo miło. Poznałam inną kulturę, język i cudownych ludzi. Pierwszy dzień w pracy był niesamowity, ale pamiętam, że bardzo mnie stresował. Trafiłam do baru szybkiej obsługi o nazwie „Strampalato”, mieszczącego się w porcie. Nie miałam daleko, więc zawsze chodziłam do pracy na piechotę, co pozwalało mi zwiedzać okolicę. Pierwszego dnia, kiedy tylko przekroczyłam próg kuchni, przywitał mnie uśmiechnięty personel i głośno wypowiedziane „ciao”. Bardzo mnie to podniosło na duchu i w momencie cały stres zniknął. Grazia, przecudowna starsza kucharka, jako pierwsza się mną zajęła. Zaprowadziła mnie do stanowiska obok siebie i nauczyła patroszyć sardynki. Mimo wewnętrznego oporu zabrałam się do pracy i nawet to polubiłam. Każdy dzień praktyki mijał mi bardzo szybko, żałowałam, że nie mogłam tam zostać dłużej. Panowała tam rodzinna atmosfera, wszyscy często razem żartowali i jadali wspólnie, jeśli była taka możliwość. Mnie też przygarnęli do swojej „ekipy” i traktowali jak swojego. Często pytali, czy nie jestem głodna i mimo trudności w komunikacji zawsze rozumiałam, co mają na myśli, przydatne były niektóre zwroty, których nauczyła mnie nasza włoska nauczycielka Simona i opiekunka Giada. Na praktykach nauczyłam się pracy w zespole, z ludźmi o różnej narodowości i religii, podszkoliłam język angielski i opanowałam podstawy włoskiego. Pierwszy raz w życiu miałam do czynienia z owocami morza i tak dobrze wyposażoną kuchnią. Pracownicy też byli niezwykli. Diana w ostatnim tygodniu zaproponowała mi spróbowanie tamtejszych przysmaków i w ostatnie 3 dni pracy dostawałam piadine z owocami morza. Mimo strachu i obrzydzenia zgodziłam się spróbować, ponieważ widziałam, że cieszy ją moja chęć poznawania nowych smaków. Bardzo za nią tęsknię i za resztą pracowników również. Dziękuję za możliwość przeżycia tak cudownego doświadczenia.

Anna Kuś

Gdy rozpoczynaliśmy praktyki zagraniczne we Włoszech, w miejscowości Rimini, czuliśmy podekscytowanie. Dotarliśmy na lotnisko w Balicach, przeszliśmy odprawę i wyczekiwaliśmy odlotu. Lot odbył się bezproblemowo. Na lotnisku w Bolonii odebraliśmy swoje bagaże i udaliśmy się na parking, gdzie czekał na nas bus. Następnie dotarliśmy do Residence Queen, gdzie mieszkaliśmy.

Przez pierwszy tydzień, codziennie, odbywał się kurs języka włoskiego w biurze „Sistema Turismo”. Nasza grupa przyswoiła wiele potrzebnych w zawodzie kucharza zwrotów i wyrażeń. W tym samym tygodniu ja i Kaja, miałyśmy prezentacje w restauracji „Bounty”. Zostałyśmy bardzo dobrze powitane. Dostałyśmy również informacje, w jakich dniach oraz godzinach odbywamy praktykę. W wolnych chwilach udawaliśmy się na plażę, aby podziwiać widoki i korzystać ze słonecznej pogody.

Drugi tydzień był nieco mniej wymagający, gdyż zakończył się kurs językowy i naszą uwagę skupiliśmy jedynie na praktykach. W weekend odbyła się świetna wycieczka do blisko położonego San Marino. Pani przewodnik oprowadziła nas i przekazała wiele ciekawostek. Później mieliśmy czas wolny, który wykorzystaliśmy na zakup pamiątek i spacer.

Byliśmy również na wycieczce w Wenecji. Widoki były piękne. Malownicze mosty idealnie komponowały się z wodnymi „ uliczkami”. Między innymi zwiedziliśmy Plac świętego Marka. Miejsce to przyciąga olbrzymią ilość turystów. Było znakomicie.

Czas płynie i nim się obejrzeliśmy minęły cztery tygodnie. W miejscu swoich praktyk otrzymałyśmy oceny celujące. Pożegnałyśmy się z wszystkimi pracownikami restauracji „Bounty” i zakończyłyśmy swoją przygodę w Rimini.

Julia Załóg

Nadszedł długo wyczekiwany moment wyjazdu na miesięczną praktykę do Włoch. Pierwszy lot samolotem, pierwszy wyjazd z dala od domu na tak długi czas. Lot, jak i podróż do miejscowości Rimini, w której mieliśmy zakwaterowanie, minął bardzo szybko. Po zakwaterowaniu całą niedzielę mieliśmy dla siebie. Skorzystaliśmy więc wspólnie z ostatnich cieplejszych promieni słonecznych idąc na włoską plażę. W poniedziałek na spotkaniu w samym centrum Rimini poznaliśmy wszystkich pracowników biura „Sistema Turismo”, w tym przesympatyczną nauczycielkę języka włoskiego – Simonę. To dzięki niej, po zakończonym kursie, wiedzieliśmy jak się przedstawić lub jakich nazw szukać wybierając produkty w sklepie. Nadszedł czas na rozpoczęcie praktyk. Na pierwszym spotkaniu z szefem i pracownikami, pomyślałyśmy z Olą, że lepiej trafić nie mogłyśmy. Nie myliłyśmy się. Atmosfera panująca w kuchni była niesamowita. Każdy z kucharzy opiekował się nami, pomagał nam w czynnościach, z którymi miałyśmy większe lub mniejsze trudności. Praca w „America Graffiti” i ludzie, którzy tam pracują, na pewno zostaną nam na długo w pamięci. Nie można jeszcze zapomnieć o wycieczkach, które miały miejsce podczas naszego pobytu we Włoszech. San Marino oraz Wenecja to miejsca, które definitywnie warto zwiedzić będąc w tym kraju. Wysoko położone San Marino dostarcza wiele emocji oraz pięknych widoków. Architektura Wenecji jest jedną z najcenniejszych pozycji na liście światowego dziedzictwa kulturowego, na prawdę polecam. Cztery tygodnie minęły niesłychanie szybko, ludzie, którzy nas tutaj otaczali niemal zarażali nas uśmiechem i pozytywnym myśleniem, czego może brakować w naszym kraju.

Klaudia Gągała

Dzięki miesięcznemu wyjazdowi do Rimini wiele zyskałam. Przede wszystkim stałam się śmielsza, jeśli chodzi o kwestię wypowiadania się w języku angielskim i myślę, że całkiem dobrze radzę sobie w codziennych sytuacjach, gdzie trzeba użyć tego języka. Tygodniowy kurs włoskiego, który odbyłam po przyjeździe do Rimini, również ogromnie mi pomógł  w komunikacji nie tylko w miejscu pracy, ale również poza nią. Swoją praktykę odbyłam w restauracji „La Bosca” w Santarcangelo- prowincji Rimini, prawdziwej perły Włoch. Ludzie, z którymi miałam okazję pracować okazali się bardzo wyrozumiali, przyjaźnie nastawieni i profesjonalni. Pomogli mi w szlifowaniu swoich umiejętności zawodowych oraz pokazali wiele nowych rzeczy, które na pewno pomogą mi w przyszłości w pracy w gastronomii. Dzięki zajęciom i wycieczkom zorganizowanym w czasie wolnym miałam okazję zapoznać się z kulturą tego kraju, położonego na półwyspie Apenińskim oraz zobaczyć wiele nowych miejsc. Styl życia oraz bycia Włochów bardzo mi się spodobał i cały wyjazd zostanie w mojej pamięci na bardzo długo. Zachęcam każdego chętnego na taki wyjazd, jest to niezapomniane przeżycie, które nie tylko pozwoliło wam się nauczyć pracy indywidualnej czy grupowej, nabyć doświadczenie zawodowe, ale również sprawdzić samych siebie.

Aleksandra Nowakowska

Cała dziesiątka uczniów, którzy zdecydowała się na odbycie praktyki we Włoszech, pierwszy raz leciała samolotem, dlatego był to dla nas stresujący moment. Osobiście lot bardzo mi się podobał, siedziałam przy oknie, więc miałam widok na piękny krajobraz. Wieczorem dotarliśmy do hotelu i zmęczeni podróżą, po rozpakowaniu, poszliśmy spać. Następnego dnia mieliśmy wolne a w poniedziałek rozpoczął się kurs języka włoskiego. Trwał on tydzień, prowadziła go bardzo miła i zwariowana kobieta. W środę nadszedł czas na spotkanie z pracodawcą, a od czwartku rozpoczęłam praktykę z Klaudią w przemiłym lokalu „America Graffiti”,  który mieści się przy plaży. Przywitali nas bardzo serdecznie i już wtedy poczułyśmy, że to będzie ciekawy miesiąc. W wolny weekend odbyła się pierwsza wycieczka, i to nie byle jaka, do San Marino. Z samego rana wyjechaliśmy z hotelu i po godzinie byliśmy w centrum San Marino. To bardzo piękne miasto, które posiada mnóstwo malowniczych uliczek. Do południa było zwiedzanie, następnie przez dwie godziny czas wolny. Najmniej przyjemny w San Marino jest sposób chodzenia, non stop w górę lub w dół. W rezydencji byliśmy ok siedemnastej. W kolejnym tygodniu oczywiście praca. Pracuje się tam bardzo przyjemnie, pracownicy troszczą się o nas oraz uczą najistotniejszych wiadomości związanych z gastronomią. Jeden z kucharzy, Diego, opowiedział nam, że pewnego letniego dnia do restauracji przyszło ponad 1800 osób, jest do naprawdę duża liczba. Gdy jest ruch na Sali, w kuchni zbiega się mnóstwo kucharzy i jest sporo pracy, aby każdy gość dostał w odpowiednim momencie jedzenie. Rankiem wraz z nami na kuchni jest dwóch kucharzy, zazwyczaj jest to Stefania z Mikim lub Diego z Francesco lub Klodianem, który jest szefem kuchni. Następnie nadszedł czas na długo wyczekiwaną wycieczkę do Wenecji. Musieliśmy wstać bardzo wcześnie, ponieważ mieliśmy do przebycia ok. 200 km. Jechaliśmy dwoma busami, które były bardzo małe. Jak dotarliśmy, wszyscy byli bardzo zafascynowani. Oprowadzała nas przemiła pani, która mówiła po polsku. Po zwiedzaniu mieliśmy trzy godziny wolnego a o szesnastej wracaliśmy do rezydencji. Cieszę się, że mogłam odwiedzić tak piękne miasto, jakim jest Wenecja. Była to chyba najlepsza wycieczka z całego pobytu we Włoszech. Ze smutkiem uświadomiłam sobie, że pozostało tylko kilka dni do powrotu. Praktyki zleciały mi naprawdę szybko. Ten miesiąc na długo zostanie w mojej pamięci i nigdy nie zapomnę o osobach, które miałam przyjemność tu poznać.

Aleksandra Gałwa

Pierwszego dnia pracy byłam bardzo zestresowana, ponieważ bałam się, że będę miała duże trudności z komunikacją. Moje obawy zniknęły, gdy okazało się, że kelnerka, która nas zaprowadziła do kuchni, mówi po angielsku. Reszta załogi znała jedynie włoski lub umiała parę słów po angielsku. Zostałam mile przywitana przez wszystkich i od razu mogłam zająć się przydzielonymi mi zadaniami związanymi z obróbka wstępną owoców morza. Każdy starał się przekazać ze swojej wiedzy jak najwięcej i pomimo bariery językowej umieliśmy się dogadać. Krojenie kalmarów, ośmiornic, obieranie krewetek i sortowanie małży, ostryg, muli było na porządku dziennym. Federica- jedna z kelnerek nauczyła się mówić kilku słów po polsku. Bardzo miło mi się zrobiło, gdy przyszłam do pracy i słyszałam z oddali głośne pozdrowienie w ojczystym języku.

W następnych dniach nauczyli mnie przyrządzać dwa rodzaje spaghetti Aglio olio i Pomodoro basilico. Pomagałam dekorować i wydawać zamówienia, a także dzieliłam łososia na płaty i patroszyłam ryby, sardynki. Wszystkie czynności związane z obróbką owoców morza miałam już opanowane do perfekcji. Ostatniego tygodnia zapytałam się szefa kuchni czy mogę uczyć się przygotowywać pizzę. Zgodził się, więc od razu tym się zajęłam. Jeden z pizzermenów przywitał mnie robiąc pizzę, specjalnie dla mnie, w kształcie serca. Nauczyłam się przygotowywać spody do pizzy w rękach, wkładałam ją do pieca.

Ostatni dzień pracy był dniem pożegnań i płaczu, ponieważ bardzo przywiązałam się do tych wspaniałych ludzi i miejsca. Pożegnali się ze mną i życzyli wszystkiego dobrego. Będę bardzo tęsknić za nimi. Wielu rzeczy się tu nauczyłam, ale wiem, że mogłam się tu nauczyć jeszcze więcej.

Kamila Molęcka

Wyjazd wspominam dobrze. Praca nie była zła. Ludzie byli przyjaźnie nastawieni do praktykantów, na kuchni zazwyczaj panowała przyjemna atmosfera, ale były też dni, kiedy trzeba było wszystko szybko wykonywać, bo zamówienia przybywały i przybywały. Miałem przydzieloną osobę, która szczególnie się mną opiekowała. Dokładnie przyglądała się jak wykonuję pracę i pokazywała, jeśli coś robiłem źle. Jest to fajne doświadczenie, też trochę dziwne i niezapomniane. Hotel średnio mi się podobał. W recepcji nie wszyscy umieli mówić po angielsku, więc czasami trzeba było skorzystać z tłumacza w telefonie. Recepcja pomagała w razie niespodziewanych problemów takich jak np. zapomnienie karty, Pracownicy zazwyczaj byli miło nastawieni. Podsumowując, było fajnie i ciekawie. Polecam każdemu kto ma możliwość udania się na praktykę do innego kraju.

Dominik Chamara

Lot do Bolonii był całkiem przyjemny, mimo iż, nigdy w życiu nie leciałem samolotem. Parę osób z naszej grupy było zestresowanych i na pokładzie powodowali malutkie zamieszanie, ale dolecieliśmy szczęśliwie. Przywitało nas słońce, ciepłe powietrze, a autokar zawiózł nas prosto pod nasz hotel „Queen”. Zostaliśmy bardzo miło przywitani! Pokoje były całkiem komfortowe i schludne. Tak zakończył się pierwszy dzień pobytu w Rimini. Niedzielę spędziliśmy przemierzając plaże, zaglądając do różnych sklepików. Nie obyłoby się oczywiście bez tradycyjnego włoskiego jedzenia! Mieliśmy okazję spróbować typowej prawdziwej włoskiej pizzy. Poniedziałek rozpoczął się pracowicie, mianowicie od godziny dziewiątej mieliśmy kurs włoskiego. Poznaliśmy tam bardzo miłą nauczycielkę o imieniu Simona, która bardzo ciekawie nam tłumaczyła gramatykę języka włoskiego. Lekcje trwały do trzynastej. A po południu, niektórzy z nas, byli przedstawiani pracodawcom w lokalach. Reszta, która miała wolne, chodziła na spacery po mieście czy szła do restauracji. Każdy korzystał z okazji! Tak mniej więcej wyglądał pierwszy tydzień pobytu na praktykach. Razem z Olą zostaliśmy przedstawieni naszemu pracodawcy w czwartek. Na pierwszy rzut oka ludzie wydawali się być dość surowi, lecz na szczęście okazało się, że byli bardziej przyjaźni i zabawni, niż się tego spodziewaliśmy. Pracę rozpoczęliśmy w sobotę. Poznaliśmy tam Andy’iego, Drago, oraz Albano, szefa kuchni.  Wszyscy,  prócz Albano, potrafili rozmawiać po angielsku. Pierwsze spotkanie z nimi było dość… niezręczne, że tak to ujmę. Ale z czasem atmosfera stawała się lżejsza, aż w końcu każdy z nas czuł się jak w domu. Zanim się obejrzeliśmy, już skończyła się nasza zmiana i wróciliśmy do pokojów w hotelu. W niedzielę, z samego rana, wszyscy stwierdziliśmy, że chcemy pójść na plażę, nie tylko pochodzić po niej, ale i z korzystać ze słońca. Większość z nas zdecydowała się na kąpiel w morzu. Ci, którzy nie mieli ochoty popluskać się, opalali się. Wieczór spędziliśmy na objadaniu się pizzą oraz piadiną w restauracji nieopodal nas! Po niedzieli zawsze jest poniedziałek, a co zaczyna się w poniedziałek? Praca! Tak więc każdy z nas udał się do swojej restauracji i starał się jak najbardziej tylko mógł! W sobotę mieliśmy okazję pojechać do San Marino z inną grupą praktykantów. Widoki były przepiękne, usytuowanie również. Krajobrazy oraz zabytki były wyjątkowe. Każdy miał okazję do przechadzki po sklepikach oraz zakupu jakiejś pamiątki. Niestety, wszystko co dobre się kończy, musieliśmy wracać. Według mnie wycieczka po San Marino była za krótka. Niedziela jak niedziela, czyli przyjemne spacery, bryza morska, relaks. Od poniedziałku do piątku pracowaliśmy w naszych lokalach, a w sobotę mieliśmy okazję zwiedzić Wenecję oraz jej najpopularniejsze miejsca, takie jak plac św. Marka, bazylikę św. Marka, most Rialto czy dzwonnicę św. Marka. Wycieczka była długa i satysfakcjonująca. Niestety, w niedzielę ze smutkiem uświadomiliśmy sobie, że czas pobytu w Rimini dobiegał końca. Praca mijała normalnie, natomiast z dnia na dzień każdy z nas stawał się coraz smutniejszy, bo nie chcieliśmy opuszczać naszych miejsc pracy oraz naszych współpracowników. Niestety, prędzej czy później nadszedł piątek, czyli czas pożegnania się z naszymi pracodawcami oraz kolegami po fachu. Przyznam, było to smutne, sporo osób z naszej grupy płakało. Ja  strasznie chciałbym zostać dłużej, ze względu na lokal w którym pracowałem oraz na ludzi jakich tam poznałem. Wszyscy byli pozytywnie nastawieni do nas, praktykantów. Dało się dogadać z nimi bez problemu. Bardzo się o nas troszczyli oraz nauczali nas nowych sposobów radzenia sobie podczas pracy w kuchni. Podszlifowaliśmy przy okazji swój angielski oraz nabraliśmy pewności siebie w mówieniu. Ogółem, same plusy. Nadeszła sobota, czyli dzień naszego wyjazdu. W wielkim skrócie był to miesiąc, w którym mieliśmy okazję poznać inną kulturę, tradycję czy zwyczaje i poleciłbym każdemu, kto ma okazję, udania się do innego kraju!

Krystian Łapcik

 

Comments are closed.